Taksówką przez Kraków

Wsiadłam do taksówki przy ulicy Fałata.

– Poproszę na Żabiniec – powiedziałam i zapatrzyłam się na wyjątkowo piękny, słoneczny dzień. Błękit nieba, zieleń Błoń zatrzymały mnie w chwili upojnego zachwytu Krakowem.

– Czy posiada Pani nieograniczony czas? – Zapytał mnie uprzejmie kierowca taksówki. Nie patrzył w moją stronę. Na głowie miał czapkę, duże czarne okulary skrywały oczy a dookoła rósł gęsty, niechlujny zarost.

– A co, chce mnie pan zabrać na wycieczkę? – Zaśmiałam się na samą myśl, że tak by się mogło zdarzyć. Współczesna wersja Zaczarowanej Dorożki. Czemu nie?

– Mogę zabrać. – Uśmiechnął się kierowca z zarostem. I dodał: – Czas.

Przyjrzałam się mu uważniej.

– Czas to pieniądz? – zapytałam zdawkowo.

– Czasy się zmieniają. – odparł Kierowca. – Po łacinie to będzie tempora mutandur. – Dodał trochę innym głosem. Wyższym, metalicznym i bardziej bezosobowym.

– Wiedziałam!!! – zawyłam triumfalnie. – Wiedziałam Czawakiah, że to Ty. Odkąd zobaczyłam te okulary i zarost. Kiepski kamuflaż.

– Magda – pouczył mnie ten sam metaliczny głos – nie strasz pana. I nie krytykuj, może mu być przykro. Chciałaś na Żabiniec, pan Cię wiezie. On tylko tak jakby użycza mi swojego ciała..

– Nie no, na anioły świata!!! I całe Los Angeles! – zdenerwowałam się. – Tylko mi nie mów, że opętałeś pana taksówkarza.

– Zaraz opętałeś..takie mocne słowa z samego rana…

– To jak to nazwiesz?

– To jest, drogie dziecko, mowa automatyczna.

– Może Ty jesteś upadłym aniołem? – Zapytałam podstępnie. – Niby mój anioł stróż, kręgi mocy, mediacja i miłość bliźniego a tu cichaczem ciach! i pakt z diabłem.

– Aleś wymyśliła!! – Twoja dusza taka cenna? – zakpił mój Anioł. – To chyba się coś zmieniło z tytułu budowania własnego poczucia wartości.

– A zmieniło się, zmieniło. – Zaczęłam go przedrzeźniać. – Niemniej nie rób takich rzeczy. Nie dość, że Gestalt posądzają o okultyzm, to mój własny anioł zaczyna stosować techniki rodem z New Age.

– Och, o to chodzi! – udobruchał się Czwakiah. – Ty znowu po stronie uciśnionych i mniejszości. To chyba powinnaś być teraz po stronie partii rządzącej.

– Co???

– A wiesz co powiedział papież Franciszek? Za surowością często skrywa się obłuda.

– Ja na pewno nie jestem obłudna. – Zaznaczyłam hardo.

– No, to wejdź na luz i nadal nie bądź! – Zakpił anioł.

– No dobrze, dobrze – trochę się uspokoiłam. Zauważyłam też na czole taksówkarza krople potu. – Po co my się tutaj spotykamy?

– A jak Ci to służy?

– Na razie wcale.

– No dobrze, ale gdyby popatrzeć procesowo..Ciągle mówisz do Klientów: patrz procesowo, obserwuj to co się wydarza, na co Ci to?

– Pewnie masz jakieś przesłanie?

– Przesłanie? Magda, przesłania to były na górze Synaj. I patrz co wyszło. Jeden z drugim wykuł na skróty, bo kamień, bo mało miejsca, bo trudno i jest jazda od dwóch tysięcy lat.

– Dobra, prawie się poddałam. Chcesz mojego dobra, używasz technik dostępnych, nie mam co oczekiwać cudu. Gorejący krzak ugaszą strażacy, grom z Nieba wytłumi smog. Zrozumiałam. To co chcesz mi powiedzieć?

– Ja? Ja nic. – Powiedział perfidnie Anioł. – Phil Bosmans może chciałby.

– A co? – zapytałam kąśliwie.

– „Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?”

– A mówisz mi to bo?

– Magda, wiesz dobrze po co. Popatrz co się z Tobą dzieje. Tworzysz marzenia, iluzje, wizje. Nie wiadomo czy się spełnią. Może tak może nie. Ale Ty od nich uzależniasz swoje szczęście. A jeśli one się nie spełnią? Co wtedy? Co zamiast?

Kierowca wykonał ostatni skręt i zatrzymał samochód. Popatrzył na mnie błagalnie. Zaczął kaszleć. Zrozumiałam.

– Dobrze, czyli jest teraz a życie przyszłością jest takim samym nieporozumieniem jak życie przeszłością. To mi chcesz powiedzieć. Jestem w pułapce między-między, tylko że to nie żadna pułapka. To życie właśnie. Moje.

Kierowca odwrócił się do mnie i wyrecytował:

„Z ulicy Wenecja do Sukiennic

prowadził mnie Artur i Ronard,

a to nie takie proste, gdy jest tyle kamienic

i gdy noc zielonoszalona

bo trzeba, proszę państwa, przez cały nocny Kraków:

Nocne WYPYCHANIE PTAKÓW,

nocne KURSY STENOGRAFII,

nocny TEATR KRÓL SZLARAFII,

nocne GORSETY KOLUMBIA,

nocny TRAMWAJ, nocna TRUMNA,

nocny FRYZJER, nocny RZEŹNIK,

nocny chór męski CZEŚĆ PIEŚNI,

nocne SERY, nocne MLEKO,

nocne TAŃCE WIECZYSTEGO,

nocne DZIŚ PARÓWKI Z CHRZANEM,

nocne TOWARY MIESZANE,

nocna strzałka: PRZY KOŚCIELE!

nocny szyld: TYBERIUSZ TROTZ,

słowem, nocni przyjaciele,

wieczny wiatr i wieczna noc.”

– Należy się 17 złotych. – powiedział taksówkarz na koniec swoim zwykłym głosem i odetchnął z ulgą.

– Siedemnaście jak liczba nadziei. – powiedziałam, ale na wszelki wypadek nie podjął tematu i szybko odjechał.

A ja zostałam. Na Żabincu, na skrzyżowaniu dróg które wedle prawa nie jest skrzyżowaniem a jedynie drogą wewnętrzną. Obowiązują znaki z początku i końca, poza tym nie ma żadnych reguł.

Tekst: Magda Skomro

Zdjęcie: Pixaby

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *