Wieczory i noce sprzyjają powrotom do przeszłości. W ciemności ożywa pokój w którym spałam jako dziecko, otwierają się tamte drzwi i okna, ściany bezszelestnie zajmują właściwe pozycje. Kiedy otwieram oczy leżąc w łóżku doskonale wiem, że na lewo, tam gdzie za dnia wisi reprodukcja Nocnych Marków Hoppera jest duże okno z widokiem na boczną ulicę, oświetloną słabym światłem latarni. Firanka przepuszcza drżące snopy cieni niby ukryte formy życia; słyszę kroki na chodniku: chodnik jest nierówny a samochody podskakują na kocich łbach. Gdyby spojrzeć przez to okno widać mnóstwo innych ciemnych okien kamienic Kalwaryjskiej i Stromej, za którymi kryją się szeregi cichych uśpionych pokoi, pełnych ludzkich myśli, milczenia i pragnień.
Kiedy wszystko śpi budzą się demony. Demony w Podgórzu też mają określone kształty i nazwy. Jak te z synagogi Zuckera na ulicy Węgierskiej, które cicho i cierpliwie czekają aż ktoś wejdzie do środka. Wtedy mogą posiąść jego duszę, rozpuścić rozum. Być może ochroną jest znajomość Talmudu i Zoharu, jednak od kiedy po zakończeniu wojny opuszczony budynek przejęło państwo i przekazało Zakładom Doskonalenia Zawodowego na magazyn i fabrykę mało pobożnych Żydów odwiedza to miejsce, może celowo skazując gojów na męki.
Gdyby pójść dalej w górę do ulicy Rękawka można przejść obok placu Lasoty gdzie kołysze się cień danej miejskiej szubienicy i snują skazani, popatrzeć ulicą Tatrzańską na panoramę Krakowa z wieżami kościołów i zawahać na moment w wyborze pomiędzy pójściem do kaplicy świętego Benedykta i fortów a skręceniem w cienisty Park Bednarskiego.
Miejskie korytarze pasują do topografii mojego pokoju z dzieciństwa, gdzie trakt przebiegał od okna poprzez pokój z milczącym zaśniedziałym lustrem i skrzypiącą szafą do drzwi, które prowadziły na korytarz pełen głuchych historii poutykanych w kąty i zakamarki. Tak trudno odróżnić prawdę od zabawy wyobraźni.
Giennadij Wasiljewicz Krochaliow był radzieckim psychiatrą, który próbował udowodnić, że halucynacje wzrokowe są realnymi obrazami emitowanymi przez ludzkie oko na zewnątrz. Postawił hipotezę, że obrazy powstające w mózgu podczas halucynacji są przekazywane na siatkówkę oka, skąd promieniują w przestrzeń. Od 1974 roku, czyli od roku w którym przyszłam na świat prowadził próby uwiecznienia tych wizji na kliszy fotograficznej. Wykorzystywał do tego celu m.in. maskę do nurkowania z zamontowanym aparatem, którą zakładał pacjentom cierpiącym na omamy wzrokowe.
Ostatecznie próby i przeprowadzone badania uznano za nieudane eksperymenty. Myślę jednak że nie tyle chodzi o nieudany eksperyment co o nieodpowiednie miejsce. Gdyby tak przebadać mnie i innych mieszkańców Podgórza, zwłaszcza w czasie pomiędzy zmierzchem i świtem, zanurzonych w tykanie zegara na wyciągniętej szpulce sino chłodnego światła, możnaby łatwo pojąć dlaczego w nocy wolimy spać za wszelką cenę mimo że jednocześnie zupełnie nie możemy tego zrobić.
Świat jest podobno odbiciem naszych przekonań i projekcji.
I jeszcze tego co zobaczyliśmy jako dzieci i zostało z nami na zawsze.
tekst: Magda Skomro
obraz: Dan Lavigne

