O Mnie
Magda Skomro – terapeutka Gestalt, alchemiczka, hipnoterapeutka, nauczycielka jogi, matka dwóch córek Ewy i Igi. Od 11 lat w szczęśliwym związku z mężem Jerzym, z którym prowadzi praktykę terapeutyczną
Byłam dzieckiem które widziało strukturę powietrza. Zwłaszcza w pochmurne letnie dni bańki i bąbelki, przezroczyste kształty przenikały się pływając przed moimi oczami jak wyspy Jukali z piosenki Kurta Weilla:
“Jak w nierealnej baśni
Żegluję w głąb mej jaźni
Na krańce wyobraźni
Gdzie szósty mieszka zmysł
Na wyspę co w oddali
Wyłania się spod fali
Nazywam ją Youkali
Choć to nie znaczy nic”


Za moimi plecami, w kamienicy przy ul. Kalwaryjskiej wydarzało się życie mojej Rodziny, ciekawa mieszanka krakowskiej tradycji, zapachu laboratorium w którym pracowała moja Matka, wierzeń w moc uroków i ich odczyniania. Babka Helena stawiała kabałę, babka cioteczna również Helena była chętnie zapraszana jako medium na seanse spirytystyczne z duchami a Matka zabierała mnie od czasu do czasu w soboty do pracy i zostawiała w towarzystwie licznych słoików, w których w formalinie pływały ludzkie tkanki i organy. Na zawsze zapamiętam zapach jaki towarzyszył godzinom spędzonym w Zakładzie Medycyny Sądowej przy ulicy Grzegórzeckiej, róg z Łazarza kiedy spacerowałam pustymi lśniącymi korytarzami, oglądałam pod mikroskopem preparaty i przyglądałam się przez otwarte okno przechodniom, zupełnie nieświadomym zarówno tej obserwacji jak i mojej obecności. To pierwsza wersja weneckiego okna jaką poznałam.
Obserwowanie życia było moim nieustannym zajęciem w wielu jego odsłonach: od rozmów sąsiadów na galeriach mojego domu, przez uliczne spacery po ostatnią posługę którą krewni składali bliskim zmarłym, oczekującym na ich wizytę tuż obok matczynego laboratorium.
Gdyby nie te rzeczy, które działy się wokół mnie zapewne nie zastanawiałabym się nad sensem życia i jego przemijalnością, ominęłabym łagodnie temat skomplikowanych relacji, wypartej żałoby i tęsknoty oraz prawdopodobnie nie zainteresowałabym się kartami i rytuałami magicznymi w nadziei, że będą miały realny wpływ na moje życie. Nie dotarłabym nigdy na zajęcia żadnej z dwóch szkół psychoterapeutycznych, które ukończyłam poprzestając na magisterium z filologii polskiej i miłości do teatru.
Natura badawcza i skłonność do analizy pozwoliły mi z jednej strony przepracować 14 lat w firmach IT w zespołach piszących dokumentację techniczną a z drugiej rozwijać umiejętności w obszarze psychoterapii doprowadzając wreszcie do założenia gabinetu, który prowadzę od ponad 15 lat. Szukałam różnych pomysłów na siebie, ucząc się nieustannie jako typowa zodiakalna Panna; wątpiąc i odnajdując na nowo kierunek, kończąc i zaczynając mozolnie wszystko budować od nowa. I jednocześnie jako przedstawicielka jednego z ziemskich znaków założyłam rodzinę: dwukrotnie wyszłam za mąż i urodziłam dwie córki. Miłość wygrała z pragmatyzmem ale bynajmniej go nie unicestwiła.
Pisałam i piszę całe życie. Próbowałam nie pisać, jednak to się po prostu nie udało. Opowieści, historie, przypowieści wylewały się z mojej głowy nieustannie. Na początku pisałam je tylko do szuflady, potem zaczęłam wysyłać je mailem do moich znajomych i przyjaciół, a obecnie publikuję w formie postów na fanpage’u, który prowadzę ze względu na działalność zawodową. W swoim pisaniu łączę wiedzę którą posiadam z refleksjami i obserwacjami codziennego życia. Niekiedy w moje historie wkrada się magia, której przewodzi mój Anioł Stróż – Czawakijah oraz Dziadkowie, z którymi spędziłam całe dzieciństwo.
Pamiętam, że wiele lat temu zastanawiałam się czy powinnam pisać. I wtedy jeden z moich Przyjaciół zacytował słowa jakiejś bardzo Znanej Osoby, która powiedziała, że pisarzem jest ten kto mimo wszystko po prostu nie potrafi przestać pisać. Pomyślałam wtedy, zajęta pracą i obowiązkami, że to w takim razie nie dla mnie, ja przecież potrafię przestać pisać z łatwością. Jednak po kolejnych 20 latach muszę przyznać ze skruchą, że niestety pomyliłam się w tej kwestii: nie umiem przestać pisać. Więc robię to nadal.
Tak samo jak nie umiem zrezygnować z kontaktu z ludźmi pracując z nimi na co dzień w gabinecie, organizując i prowadząc warsztaty i grupy, spotykając ich przypadkiem w różnych miejscach i słuchając ich historii. Bo też sama terapia to jak powiedział Freud sytuacja, w której Klient tak długo opowiada swoją historię Terapeucie, aż zacznie ją opowiadać inaczej.
Śledź na bieżąco





