Pierwsza w tym roku zima

Na Kraków opadła pierwsza w tym roku zima. Ponad rozmokłym i śliskim światem miasta panowała szara mroczność, zupełnie jakby Buka zmieniła lokalizację z doliny Muminków na Małopolskę. Tymczasem w Katarze było gorąco, chociaż nie tak gorąco jakby być mogło, gdyby Mundial odbywał się w czasie historycznie do tego ustalonym. Jednak najwyraźniej w świecie miało dochodzić do coraz większych aberracji, zupełnie tak jak to zostało opisane w Wyroczniach Sybilli, które moi Dziadkowie czytali z upodobaniem i wypiekami na twarzy. Tylko natura aberracji była rzecz jasna o wiele bardziej współczesna, bo świat dopasowuje się do naszego sposobu myślenia, będąc w gruncie rzeczy projekcją myśli i wyobrażeń.

Francuzi grali z Anglikami nie błyszcząc podobno tak jak zwykle, trener Anglików wyglądał jak mnich wyciągnięty z klasztornej krypty a na dodatek nazywał się Southgate, czyli Południowe Wrota. Rodzina konceptualizowała kondycję Francuzów, tworząc różne hipotezy robocze w celu rozładowania napięcia wywołanego sprawnie przebiegającym meczem. Iga zasugerowała, że może Francuzi są zmęczeni, zgodnie z zasadą że zazwyczaj wnioskujemy po sobie. Jako trzynastolatka zna pojęcie zmęczenia aż za dobrze, ponieważ polska szkoła ze swoim programem przypomina łagry z Archipelagu Gułag. Tylko czekać, aż pod poduszką Igi znajdą się „Zapiski z domu umarłych” Dostojewskiego. Lub co gorsza jej własna wersja tych zapisków w stylu Wednesday Addams.

Być może Francuzi rzeczywiście są zmęczeni a przynajmniej zmęczeni psychicznie tak jak polska reprezentacja kiedy wyjeżdża na dowolne zawody. To dyskretne wewnętrzne zgniecenie sprawia, że pozornie w każdej chwili mogliby być gdzie indziej, ale ze względu na straty w wydatkowaniu energii są tam gdzie zwykle. Ostatni mecz jest zazwyczaj ekspresją ulgi a zarazem wybuchem nadziei, że niedługo będzie można wreszcie odpocząć. Takie mam przypuszczenia, w sumie nie oglądam meczy. Interesują mnie tylko momenty pęknięć, surrealistyczne zbiegi okoliczności i miejsca gdzie światy się przenikają. A świadczą o tym aberracje.

Francuzi nagle się obudzili i zrobiło się 2:1. Co przypomniało mi sytuację z Włochami na Wembley i Anglików, którzy wbrew wszystkiemu przegrali wtedy na własnym stadionie.

Wygląda na to, że zawsze można liczyć na niezwykłe zwroty akcji i sprzyjające zbiegi okoliczności. Przynajmniej w moim świecie, bo zgodnie z przywołaną wcześniej zasadą, ja się po prostu tego spodziewam.

Czekając na końcówkę meczu udałam się cicho na górę, odgrzebać wyrocznie Sybilli, które zostały mi po Dziadkach. Leżały w spokoju prawie 40 lat, miały czas na zaktualizowanie i dopasowanie wersji wydarzeń. Bo nie ma jednej ustalonej przyszłości. Są tylko możliwe scenariusze.

Będę w nich czytała o tym jaka w tym roku będzie zima, a także o tym ile światełek zapali się na choinkach a ile na zawsze zgaśnie. Będę mogła się dowiedzieć jak się skończą procesy moich Klientów, a nawet być może trochę przeczytam o tym jak się później ułoży ich życie.

Będę czytała o nowych pomysłach Jerzego i o tym jaki zawód w przyszłości wybierze Iga. Sprawdzę czy zmienimy lokalizację gabinetów i co się stanie z naszą starą kanapą.

Będę o tym wszystkim wiedziała i nie wpłynie to na mnie w najmniejszym stopniu, bo ostatecznie wszystko będzie tak jak być powinno. W jednej z dostępnych wersji zdarzeń.

Tymczasem Francja wygrała. Będzie grała z Marokiem, który na pewno ma własne księgi z przepowiedniami na ten temat, przygotowane od czasów kiedy ta część Afryki była francuską kolonią.

Koniec

Tekst: Magda Skomro, 2020

Obraz: Tom Węgrzynowski, The Oracle

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *