Po rozmowie z przyjaciółką doszłam do wniosku, że potrzebuję zarówno obrazka ze świętym Antonim, jak i figurek świętego Judy oraz świętej Rity. Tylko tyle zdołałam wydobyć z pamięci w kwestii spraw beznadziejnych. Pamięci od lat systematycznie rozmiękczanej przez tolerancję religijną, światopoglądową swobodę i inne niebezpieczne zdobycze dojrzałości.
Kiedy już ustawiłam w myślach całe to towarzystwo na nocnym nakastliku i zaczęłam sobie wyobrażać, jak miło będzie nam się rozmawiało o tym, w czym mają mi pomóc, usłyszałam radosny śmiech.
Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś się śmiał. Tyle że akurat w mieszkaniu byłam sama.
Sama?
Pobiegłam prędziutko do salonu, gdzie na pysznie żółtej kanapie, w otoczeniu Buddy Medycyny oraz dzieł Johnsona o osobowości, siedział mój Anioł Stróż. Strój wskazywał, że mocno gdzieś balował a śmiał się serdecznie wertując “Możesz robić co chcesz” Jana Beckera. O hipnozie.
- Och Magda! – chichotał wyraźnie rozbawiony. Na co ci święci od spraw beznadziejnych. Po prostu się zahipnotyzuj. O ile chcesz? – popatrzył na mnie uważnie.
- Nie, nie chcę.- odparłam hardo, usiłując zachować resztki godności. Ja po prostu daję szansę fundamentom wiary w Polsce na to, żeby były skuteczne.
– Dajesz czy zabierasz?
- Zabrało to Tobie rozum. Jeszcze się nie przebrałeś po Helloween i udajesz martwego gołębia. – próbowałam go dźgnąć palcem w sam środek smokingowej wytwornej koszuli. Oczywiście palec przeszedł na wylot i wskazał fragment w książce Beckera, w którym autor opisywał niezwykłą skuteczność placebo. Żołnierze, którym podczas wojny podawano sól fizjologiczną zamiast morfiny, mieli odczuwać ulgę w bólu. Ot, potęga ludzkiego przekonania.
- Tobie brakuje autorytetu. – pouczył mnie Czawakijah. – Zewnętrznego autorytetu, któremu mogłabyś zaufać. A wtedy sugestia wejdzie jak złoto.
- Co w tym złego?
- W sumie nic, tylko że Ty masz problem z autorytetami. – Pamiętasz jak ci powiedział to pierwszy psychoterapeuta.
- Oj tam, psychodynamiczny był. Musiał wymyślić jakiś konflikt hierarchiczny. Najlepiej ze sobą w roli głównej.
- Ale miał rację. – Anioł od niechcenia machnął w stronę Johnsona. – Ciekawe co by powiedziała Nancy Mcwilliams.
- Jezu!!!
- Nie, raczej to by brzmiało tak: osobowość zależna, histeryczna.
Usiadłam zrezygnowana obok niego. Zapachniało kadzidłem i jałowcem, oraz odrobinkę Tomem Fordem Black Orchid. Całkiem przyjemnie.
- Czyli tak jakby mamy problem, Houston. Z jednej strony szukam autorytetu a z drugiej mam z nim konflikt i nieustannie go podważam. A przynajmniej od pewnego momentu.
- No wiesz, co ja Ci mogę powiedzieć. Nie zaufamy innym póki…
- …nie zaufamy sobie.
- Tak jakby.
Uśmiechnęłam się krzywo, zupełnie jak moja matka za czasów kiedy się jeszcze uśmiechała. Ciekawe czy ona sobie ufała? Ciekawe czy ktokolwiek z tej mojej pokręconej rodziny sobie ufał skoro było tyle teorii spiskowych i podejrzeń o wszystko. Lęk i kontrola. Poczułam gniew. Na ten cały rodzinny system podejrzeń, lęków i kontroli, z którego wyniosłam przede wszystkim samotność.
- Ach, to już przesada. – uśmiechnął się mój Guardiano. – Jednak kierunek myślenia zupełnie niezły. Bo w sumie na czym polega beznadziejność Twojej sytuacji?
- Że nie wiem co zrobić?
- Nie wiem nie jest o niewiedzy tylko o wielości możliwości.
- Czyli że nie mogę się zdecydować?
- Nie, że nie nie chcesz pójść za głosem który jest Twój. Bo to by oznaczało?
- Że nie muszę zamawiać figurek świętych?
- Tak, w pewnym sensie. – puścił do mnie oko.
- Może po prostu zamówię twoją podobiznę?
- Daj spokój, Magda! – Przecież wiesz, że nie ma takich słów które by opisały mój charakter.
- No chyba, że to będą: narcystyczny, schizotypowy i masochistyczny. Bo kto inny by ze mną tyle wytrzymał. – uśmiechnęłam się przekornie.
- Masz mnie. Dosłownie! – pstryknął palcami i zniknął. Jak zwykle kiedy nie ma ochoty na rozmowę o sobie samym. A może tam nie ma nikogo innego tylko ja? Ta wypracowana po latach trudnych doświadczeń część, o którą mogę się oprzeć kiedy nie znajduję odpowiedzi. Boski pierwiastek?
- Boże Jedyny!!! usłyszałam nagle głos z ulicy. Ten facet odpalił tę błękitną corvettę i pofrunął w górę jak odrzutowcem.
- Człowieku, idź napij się kawy, wytrzeźwiej. – inni zaczęli się śmiać.
Mój boski pierwiastek nie wytrzymał i zaszpanował, jak zwykle. Jednak oglądać go dane jest tylko dzieciom i szalonym. No i mnie, bo wiecie, to jest MÓJ OSOBISTY ANIOŁ.
Tekst: Magda Skomro

