Figura i Tło

Na pierwszym planie widać dwie figury, z języka niemieckiego figura to gestalt. Są wyraziste a jednocześnie delikatne, wyrzeźbione z jednego kawałka drewna. Figury przybierają postać zamyślonych ludzi, w jednakowym zatrzymanym geście podpierających dłońmi lekko przechylone głowy.Możemy pomyśleć o nich jak o dwojgu przyjaciół lub kobiecie i mężczyźnie. O czym myślą? Być może o sensie egzystencji lub smaku powietrza które je otacza. Z ich zamyślenia wypływa melancholia subtelnie rysująca zwoje drewna na twarzach.

W tle widać sielski obrazek namalowany ręką dziecka. Na niebieskim tle obłoki otulają żółte słońce a drewniana chatka zaprasza do powieszenia na niej świątecznych pierników.

Tło rozmywa granice figur, dodając im kolejnych znaczeń i interpretacji.

Być może to jakaś bajka. O chińskim mędrcu i jego strapionym uczniu, lub o zmęczonym rybaku i jego nienasyconej żonie.

A może to po prostu ostatni dzień lata i za domkiem rozpościerają się wydmy, dzika plaża a szum morza łagodzi nieubłaganie płynący czas.

W psychologii gestaltu całość jest czymś więcej niż sumą elementów, całość tworzy pewną „nową jakość” i „wartość dodaną”, której nie znajdziemy w żadnej z części składowych.

Co więcej tło jest czymś co może w całościowym ujęciu zmieniać znaczenie pierwszoplanowej figury. Jeśli na pierwszym planie jest smutek, w tle czeka być może ukryta radość. Jeśli przed nami pyszni się siła, w tle prawdopodobnie skrywają się niepewność i lęk..

Z zasad szeregowania gestaltów lubię zasadę „wspólnego losu” – elementy poruszające się w tym samym kierunku postrzegane są jako grupa. Tak łatwo nadać nieprawdziwe znaczenie temu co widzimy bez odniesienia się do kontekstu i subiektywnego odbioru sytuacji jej rzeczywistych aktorów.

Moja młodsza córka Iga namalowała sielski domek i podarowała mi go na dzień Matki. Dla niej sam domek jest figurą, a tłem opowieść o wspólnie spędzanym czasie i rodzinie, która siedzi przy jednym stole. Wszyscy się śmieją, jedząc świeżo upieczoną szarlotkę. W perspektywie ukrytej przed widzem kryją się marzenia małej Igi i tęsknota do czasów kiedy mieszkałam z jej Tatą.

Figurki kupiłam w sklepie z artykułami kolonialnymi (zapomniane słowo, z mojego kontekstowego tła). Pochodzą z Tajlandii. Tak naprawdę nie są parą i nie mają ze sobą nic wspólnego poza surowcem, z którego są wykonane, jak również pewną artystyczną manierą.

A jednak złożone w całość dopowiadają kolejne rozdziały naszej rodzinnej historii. Ich smutek jest pogodzeniem się z kawałkami doświadczonej historii i ostrożną mądrością w patrzeniu na przyszłość.

W tym ujęciu to ja i mój Partner, lub nasi Przodkowie opiekujący się naszym nowym domem.

Figura przeplata się z tłem, tworząc i domykając kolejne gestalty.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *