Piszą do mnie znajomi i rodzina. Przesyłają wiadomości i filmy o tym, co wydarzyło się na krakowskim Rynku. Sześć osób nie żyje, kilkanaście w szpitalu w stanie ciężkim. Na filmach prawdziwa krew i prawdziwy strach. Bezradność też jest prawdziwa. Ktoś mi napisał, że to jest dla niego niewyobrażalne. Zawsze jest dla nas niewyobrażalne, to co nagle zmienia nasze poczucie bezpieczeństwa, bo dzieje się tuż obok.
Pamiętam jak zareagowałam lata temu na informację, że tydzień po moim wyjeździe ze Stanów w supermarkecie gdzie robiłam codziennie zakupy doszło do strzelaniny. Poczułam się tak jakby mi coś zabrali: spacer ulicami Long Beach, słońce, palmy i łatwą przewidywalność tego co się wydarzy kiedy wejdę do sklepu.
A potem dwa miesiące później było World Trade Center. I znowu o włos.
Tym razem jest jeszcze bliżej, bo od zawsze żyję w Krakowie, na krótkiej linii gdzie po środku jest Rynek Główny. Mogę tam dojść na piechotę idąc do ukochanego Podgórza, albo wracać stamtąd do domu, zamiast jechać tramwajem lub taksówką.
W Krakowie jest wszędzie blisko więc i zagrożenie jest blisko, za rogiem.
Ale to tylko jedno z zagrożeń, z którymi żyjemy od dawna. I może poza wojną w Ukrainie wszystkie pozostałe nauczyliśmy się trzymać na bezpieczną odległość. Wojny na Bliskim Wschodzie, konflikt w Zatoce, krwawe ludobójstwa w Afryce. Przecież to nie o nas.
A przecież jednak też o nas.
Życie ludzkie jest egalitarnie kruche. Śmierć również jest demokratyczna. Przypadek działa na zasadzie statystyki gdzie wszyscy jesteśmy traktowani jako dane wsadowe.
Im szybciej zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy śmiertelni i że nie istnieje polisa na życie, która nas ochroni, tym szybciej być może uznamy prawdy nieuniknione. Naszą ograniczoność, nasz wpływ i brak wpływu, rozpacz straty, smutek żałoby, nieprzewidywalność losu i wydarzeń.
To bardzo urealnia, sprowadza na ziemię. Bańka lepszych i gorszych pryska, jak na Sądzie Ostatecznym Memlinga.
Zostaje to, co masz w tym momencie, i to, co zrobiłeś w przeszłości. Bo tylko to jest. Reszta pozostaje niewiadomą.
Ostatecznie liczą się relacje. To czy masz kogo złapać za rękę, przytulić się i powiedzieć jak bardzo Ci zależy.
Ja dzisiaj najpierw sprawdziłam gdzie jest moja córka i mąż.
Mam wielkie szczęście. Teraz to wiem. Jeszcze rano wcale się tym nie zajmowałam.
Inni nie mieli tyle szczęścia co ja. Jednak jeśli żyjemy to na razie wystarczy za początek.
Trzymam Cię za rękę.

