Nostalgia

Kiedy patrzę na tytuł książki leżącej na kanapie w salonie, ogarnia mnie nostalgia. Książka jest zielona i nosi tytuł Zapomniane Niedziele a kanapa jest żółta i w tym momencie prześwietlona złotym, późno popołudniowym światłem. To światło u schyłku dnia, zwłaszcza w okresie wiosny i lata jest bardzo podobne do wczesnego światła poranka, tego momentu na styku świtu i wschodzącego słońca. Mimo że odmienne w swojej naturze, to jednocześnie podobne w łaskawości: łagodzą rysy twarzy i tworzą miłą chwilę zatrzymania, połączonego z myślą że jeszcze nic lub już nic nie trzeba. I te dwie myśli są dla mnie źródłem niewyobrażalnej ulgi, zwłaszcza w ostatnich latach kiedy czas rozpędził się jak koła pociągu TGV albo japońskiego Shinkansena. 

Zapomniałam tyle rzeczy, tyle spraw przepłynęło przez moje palce bezpowrotnie.

Ten głód przeszłości, ucisk w gardle na wspomnienie czystych, spokojnych niedziel to świadomość tego co już nie wróci, mnie z kiedyś, was z kiedyś, tego świata który już nie istnieje.

Cii, słyszysz jak cicho? Bezgłośnie spada wartość w otchłań a ja będąc tutaj doznaję “(…) dziwnego wrażenia; chcesz, to Ci powiem: pomyślałem sobie, że całe życie moje nie byłem tym, którym być miałem.” (Witkacy, Pożegnanie Jesieni)

Napięcie przemijania nakłada się na napięcie nieustannie zmieniającego się świata a ja pragnę, tak bardzo pragnę zatrzymać się, doświadczyć decydującego momentu istnienia rozciągając go i smakując jak gumę balonową z dzieciństwa.

Czy mogę sobie wybaczyć? To wszystko co się wydarzyło ale nade wszystko to wszystko co się nie wydarzyło, a zwłaszcza to co się wydarzyło ale nie tak jak trzeba. Więc i niewiele z tego wyszło, a próbować ponownie nie było kiedy. Czy umiem wybaczyć sobie czy też w zamian będę się karać odbierając sobie to co jest możliwe lub to co jest żyje i oddycha.

Patrzę na moje córki i cieszę się, że mają jeszcze tyle czasu przed sobą. I one jeszcze, mimo pędu zegara, mają w sobie tą miłą przestrzeń gdzie tyle jest możliwe i tyle wydarzyć się może. Oby jak najdłużej. 

Wybaczanie nie jest zapomnieniem, to uwolnienie od obsesji przeszłości, która niszczy mózg, zatruwa krew i nie pozwala odpocząć. Może już czas, bo lepszego nie będzie wybaczyć w chybotliwym świetle pełni księżyca lub nawet w zupełnych ciemnościach.

Tekst: Magda Skomro

Obraz: Józef Rapacki

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *