PÓKI ŻYJEMY

Gdzie żyją ludzie, którzy umarli? Czy rzeczywiście na cmentarzach, w grobach które są zadbane albo nie, ładne albo brzydkie, w cieniu żeby było chłodniej lub w słońcu aby można było wygrzewać kości? Można stać nad grobem, czytać tabliczkę i kontemplować zgodność odcienia złotej farby przy poszczególnych nazwiskach, jednak czy to oznacza dialog z tymi którzy odeszli? I czy oni w ogóle czegoś od nas chcą? Na przykład chryzantem w listopadzie a wrzosów w początkach września, kiedy fiolet pięknie komponuje się z nadal obecną zielenią? Pogodzenia się z rodziną, lepszych nawyków, regularnych badań, pilnego pielenia grządek, żebyśmy nie byli sami? 

Jest kilka różnic kiedy odwiedzamy cmentarz w stosunku zwykłych odwiedzin krewnych czy sąsiadów. Po pierwsze nikt za nas nie posprząta. W zwykłej sytuacji zapowiedzianej wizyty, ktoś sprząta, kupuje ciasto, parzy herbatę. Tutaj czeka nas dokładnie to co zostawiliśmy, tylko w gorszej zniszczonej wersji: kwiaty uschły, świeczki wypaliły się, płyta pokryła kurzem i roztopionym woskiem. Widok chrabąszczy i cmentarników swobodnie spacerujących po nagrobnych płytach nie wywołuje szczególnego zdziwienia poza stwierdzeniem, że następnym razem trzeba przynieść szczotkę i wodę. Jest ich bardzo dużo pod wiązankami i gałęziami. Czasami zawstydzeni długą nieobecnością mówimy: przepraszam. Niestety nikt nie odpowiada, wszystko jest dokładnie tak jak przed chwilą, można zabrać się za sprzątanie. Czasami nic nie mówimy i tylko wzdychamy ciężko: los twój, los nasz, Panie ty sam wiesz kiedy nadejdzie ta godzina. Ciekawe czy będą mnie wtedy interesowały kwiaty, świece i solidny marmur albo kamień, który wytrzyma lata. W oddali łagodnie biją dzwony, miły akcent który zupełnie nie przepowiada tej pustki i ciszy kiedy ktoś umiera. Kiedy znika.

Gdzie znika? Od czasu do czasu rozmawiam z Moimi Zmarłymi: kiedy patrzę przez okno, piję kawę, siedzę na łóżku naprzeciwko obrazu Hoppera “Pokoje nad morzem”. Przypominam sobie jakieś zdarzenie, albo chcę ich poinformować o czymś co siedzi we mnie, a akurat nie mam się komu zwierzyć. Tak mi jest łatwiej niż kiedy odwiedzam cmentarz, bo tam jest bardziej oficjalnie i zawsze mam coś do roboty. A tak mogę swobodnie snuć opowieść nie wypadając z mojego życia, a może zapraszając ich do mojego? Najczęściej rozmawiam z Matką, chociaż nie chcę pamiętać konkretnych dat i zajmować się ich obchodzeniem, to lubię do niej powiedzieć: No i co? Miałaś rację. Albo: ech, na szczęście się pomyliłaś. Czasami: co u Ciebie, u mnie tak sobie, lub zupełnie nieźle, całkiem dobrze, zdumiewająco okej. Ciekawe czy dałoby się wypominki opłacić przez internet? Teraz wszystko jest online, może tak.

Ktoś z moich zmarłych Klientów, chory śmiertelnie na raka, zapytał mnie czy nie lepiej by było aby żywi zapominali o tych co umierają. Czy tak nie byłoby dla wszystkich łatwiej. Wiem, że jemu byłoby łatwiej z myślą, że to możliwe. Poświęcenie siebie w takiej sytuacji może wydawać się łatwiejsze niż świadomość rozpaczy i bezradności innych. Powiedziałam mu, że dla mnie osobiście taki pomysł jest niedobry. Nie da się tak po prostu zapomnieć kogoś kto był dla nas bliski i ważny a próby udawania, że tak można źle się kończą. Zostaje puste miejsce, przynależne takiej Osobie a jednocześnie takie, które rozpycha się w naszym życiu i nie pozwala oddychać. Nie możemy wtedy pamiętać tych wszystkich chwil kiedy stało się dla nas coś istotnego, co zawdzięczamy komuś, co nas ukształtowało. Czyli coś za coś. Ktoś inny pytał mnie o zmarłego ukochanego psa i nie chciał go pożegnać. Tu z kolei pies nie mógł odejść na swoje miejsce, które pozwala organizować nasze życie we właściwy sposób. Na przykład po okresie żałoby przyjąć jakieś inne zwierzę i otoczyć je opieką i troską. NIe warto marnować miłości, która w nas jest.

Podobno tak długo żyjemy jak długo ktoś o nas pamięta. A kiedy my pamiętamy, uznając istnienie śmierci, możemy żyć. Czy pełniej? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam. Na cmentarzu lub gdzie indziej, to nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko wielość czasoprzestrzeni atomów energii i kwantów światła.

Tekst: Magda Skomro

Obraz: Edward Hopper, Słońce w Pustym Pokoju

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *