Mogę zwalać na Merkurego i jego ruch wsteczny tendencję do zapominania. Mogę też jakoś sprytnie połączyć to z pełnią w Byku i potrzebą odpoczynku. Jednak, gdyby tak na chwilę wziąć w nawias wszystkie planety i kosmos (o rety! Magda chyba oszalałaś. Kosmos zawsze trzeba brać pod uwagę), to wtedy zostaje moje zmęczenie i wszystko to co się nie wydarza a za mną wlecze od kilku tygodni. Nie wiem jak u Was, ale moje wory zawierają głównie swobodne spacery nie wiadomo po co, obserwację chmur na niebie z ławki na parku, stos książek o których z nikim nie porozmawiam bo są pozornie bez sensu i całkiem sporo jogi, która niczego nie odchudzi i nie będzie żadnym procesem. No i aha, sen bez ustawiania budzika z leniwym rozmyciem porannym, gdzie nie trafiam kubkiem do ekspresu. To daje jakieś dwa tygodnie zaległego urlopu, który miał być ale też wydawał mi się zbytecznym luksusem, bo przecież teraz wypoczywa się szybko, intensywnie doświadczając życia a potem z naładowanymi bateriami hop! z powrotem w wir pracy.
Niestety, moje baterie są przestarzałe.
Na wszelki wypadek, gdybym uważała, że jest inaczej obejrzałam spektakl “Co gryzie Gilberta Grape’a”, trzeci raz zobaczę “Boże mój” i pierwszy raz w tej aranżacji “Tramwaj zwany pożądaniem”.
Wspaniały zestaw klasyków amerykańskiego dramatu i Junga.
Gdybym śniła, a nie śnię ostatnio zbyt wiele usiedlibyśmy wszyscy pod czarnoleską lipą Mikołaja Reja, a on by nam przytachał gościnnie miód i chleb, z czego ja mogłabym z moją cukrzycą tylko popatrzeć, Tennessee Williams prawdopodobnie mógłby zjeść chleb, bo z alkoholem u niego ciężko, Peter Hedges podobnie ze względu na uzależnienie matki a Jung mógłby co by chciał, bo nie nam oceniać ojca psychoanalizy, od zawsze funkcjonującego w trójkątach miłosnych.
No więc siedzielibyśmy tak w czwórkę a rozmowa szłaby wspaniale, chociaż chwilami nieco chropowato. Pewne tematy, jak na przykład uzależnień byłyby dość krępujące ale moglibyśmy na przykład porozmawiać o życiu jako takim.
- Nikogo nie można winić za to, że żyje. Ja tak nie myślę. – zaczął Peter podgryzając staropolski chleb i patrząc w przestrzeń lasu.
- Wszyscy żyjemy w palącym się domu. Bez straży pożarnej. Bez możliwości wyjścia. Tylko z oknem na górze, z którego możemy spoglądać, jak pali się dom, wraz z nami, zamkniętymi w nim. – zgodził się Tennessee przyglądając się z zaciekawieniem kolorowi pitnego miodu. – Jak zboża nad brzegami Missisipi – ucieszył się nagle, bez powodu.
- Człowiek, który nie przeszedł piekła swych namiętności, nigdy ich też nie przezwycięży. Jeżeli ze zbyt wielu rzeczy się rezygnuje, zaniedbuje je i o nich niejako zapomina, powstaje niebezpieczeństwo, że to, czego zaniechaliśmy i cośmy zaniedbali, powróci ze zdwojoną siłą. – pouczył nas wszystkich Jung, a nikt nie ośmielił się zaprzeczyć aby nie wyjść na ignoranta. Nikt też się nie zachwycił aby nie wyjść na pochlebcę.
- No fajnie. – odezwałam się z kolei ja, nieco rozgoryczona że mogę co najwyżej poskubać źdźbło trawy. – cytaty niczego sobie a życie toczy się dalej. Ja bym mimo wszystko chciała jakoś przekroczyć te wasze ograniczenia, tylko może tak żeby się nie zabić a jednocześnie pozostać w szczęśliwym monogamicznym związku.
Trzeba było zobaczyć ich spojrzenia! They gave me THAT look.
Niechcący wyszłam na persona non grata.
Poszłam więc do Reja i zapytałam jak ma na imię jego żona. Nie pamiętał, a nikt z historyków nie zanotował. Zato wszyscy wiedzieli, że córka to Urszula. Nie zapytałam jak się ma Urszula. To by było niedelikatne.
Wróciłam do domu i poczułam ulgę, że cały ciężar egzystencji został tam na łące. I że mogę wszystko ułożyć po swojemu. O ile zacznę urlop. Bo bez urlopu szybko wrócę na rozdroża dziwnych rozmyślań. A tam wiecie, bywa różnie;-)
Tekst: Magda Skomro

