ZAPIECZĘTOWANE POCAŁUNKIEM (SEALED WITH A KISS)

To już koniec lata. Czuję to w porannym chłodzie, południowym upale i ciepłym szybkim zmierzchu, który przechodzi w noc tuż po tym jak zobaczyłam na horyzoncie zachód słońca. Zachody też są piękniejsze, bo już ostatnie: nasycone, brzoskwiniowo błękitne, rozlane szeroką wstęgą na horyzoncie. Kolory tak piękne, że aż dech w piersiach zamiera z zachwytu. A zaraz potem pojawia się smutek. Smutek przeplata się z melancholią, z czymś czego do końca zrozumieć nie potrafię a może nie chcę. Bo kiedy dopuszczam to co jest nienazwane i niedookreślone to pojawia się zaskoczenie i zawstydzenie. Tęsknię za tym co miało się wydarzyć tego lata, ale się nie wydarzyło. Ani tego, ani poprzedniego, możemy się tak cofać o dekady do momentu kiedy z radia dochodziła piosenka Sealed with a Kiss Jasona Donovana a ja chyba zaczynałam studia? I to była opowieść o słodkim początku dorosłości, zarwanych pachnących trawą i kwiatami nocach, dniach które płyną beztrosko i bez wysiłku i historii jak z bajki, tej historii która wydarza się tylko na teledyskach z tamtej epoki, albo można o nich poczytać w harlequinach. Tam wszystko jest na swoim miejscu: odpowiednia atmosfera, zapach Indian Summer a może Masumi, miłość od pierwszego wejrzenia i szczęśliwy happy end. To miał być początek, wstęp do dalszej części życia, równie ekscytującej a może nawet bardziej, mieszanki rodem z powieści Scotta Fitzgeralda i amerykańskich opowieści o detektywie Marlow, podlanych jazzem i dymem z papierosa.

Nie chcę myśleć o tym co jest pomiędzy tamtymi chwilami i momentem obecnym, czasem po wielu latach kiedy wszystko jest inne i na zawsze takie pozostanie. Chcę na chwilę zostać w mojej melancholii, smutku bez powodu, zastygnąć na tle ciemniejącego nieba za oknem. Włączam Rhapsody in Blue Davisa a może Summertime Gershwina i zaczynam powoli kołysać się do tych upojnych, ciężkich dźwięków, wybijających rytm mojego serca. Kim byłam i kim jestem? Kim się stałam po latach poszukiwania moich marzeń? I czy mogę w moją tęsknotę wciągnąć Jerzego? Czasami tak robię. Kołyszemy się wtedy we dwoje, opowiadam mu o tym wszystkim co się nie wydarzyło, a on szepce mi do ucha słodkie obietnice zapomnienia. Uwodzi mnie słowami o tym co jest teraz, dotyka mojej szyi wargami i zaczyna mnie całować. A ja się czuję dokładnie tak jak wtedy kiedy to wszystko nie miało miejsca. I wtedy przychodzi ukojenie, bo chociaż co roku coś się kończy to też wciąż od nowa się zaczyna. I zaczyna, zaczyna, i kończy i kończy. Jak lato:

“Though we’ve got to say goodbye for the summer

Darling, I promise you this

I’ll send you all my love every day in a letter

Sealed with a kiss”

Tekst: Magda Skomro; Obraz: Andrei Protsouk

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *