Podobno stylu się nie ocenia, podobnie jak emocji. Z tym że co do pierwszego czasami poszeptamy sobie lub pochichotamy za plecami w ukryciu, dyskretnie i będzie. Co do drugiego mamy tendencje to nierozumienia czym są emocje (reakcją układu limbicznego mózgu, komunikatami o potrzebach), że od nas nie zależą (nie mamy bezpośredniego wpływu na to że mózg je produkuje, możemy mieć wpływ na to co się z nimi dalej dzieje) i generalnie używamy określeń takich jak: nieco niestabilna, emocjonalny, nieprzewidywalna, niewiarygodny, histeryczna. Określeń używamy publicznie, z wysmakowaniem, wyrachowaniem, celowo, jako argumentu nadając sobie prawo do wiarygodności i autorytetu. Równocześnie osobom ocenianym odbieramy prawo do rozumu, racji, opinii i najlepiej do głosowania. Bajka! Proste jak drut. “Słuchamy nie oceniamy” pod kątem stylistycznym to majstersztyk, bo informuje od razu o naszych zamiarach i nawykowym zachowaniu, podobnie “jak masz prawo do emocji, ale/jednak/w tej sytuacji miej na uwadze że..” gdzie niby Neron dajemy i zabieramy w tym samym czasie. Tyle odmian ilu wyrafinowanych oceniających.
Moda i emocje wydają się mieć aż zbyt wiele wspólnego w kwestii jury, która pieczołowicie ustala co jest normą, trendem, dziwactwem, nowością, co jest passe a co jest slay. Ogarnij się można swobodnie użyć i do stylu (jak Ty wyglądasz – ogarnij się!) i do emocji (co Ty wyrabiasz – ogarnij się!). Tego już za wiele, albo słabe to – również można użyć i tu i tu, z tym że o ile w modzie nie jesteś Czołowym Stylistą to najpierw upewnisz się czy możesz się tak wypowiadać. O emocjach polecisz bez zastanowienia i od razu.
Często ludzie przeżywający emocje są obdarzani przez innych litością lub fałszywym współczuciem. Zupełnie niepotrzebnie. Ja ostatnio na przykład doznałam uczucia ekstatycznego szczęścia. Był to stan w którym z łatwością wyobrażałam sobie jak w podskokach biegnę nad Wisłę i cieszę się życiem. Jednak wyobrażenie zakłóciły mi wskazówki modowe, które w ostatnim momencie obejrzałam w Internecie. W spocie reklamowym uznana modelka obwieszona tonami ciężkiej biżuterii tłumaczyła wszystkim na czym poleca majowy look. Widać, że ledwo pomieściła na sobie te metalowe pierścionki, naszyjniki i kolczyki ale nadal (taka praca) przekonywała, że można w tym wyjść z domu, na przykład nad Wisłę. No i ja wyobraziłam sobie, jak ona tam z trudem doczołguje się na te bulwary na ostatnim tchnieniu, kładzie się i czeka na śmierć, która przyniesie jej ulgę, a ja w tym samym momencie skacze nad nią lub dookoła i krzyczę, że kocham życie. No i wiecie co? Głupio mi się zrobiło, bo to by wyglądało jak jakaś zaplanowana zemsta, że oto teraz emocje górują nad stylem, a układ limbiczny triumfuje. No a ja nie jestem aż taka perfidna, żeby cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Więc zostałam w domu.
Tekst: Magda Skomro

