IMIĘ DLA CIEMNOŚCI

Lato ma dwoistą naturę: radosnej rozgrzanej fali, która błyszczy jak tafla jeziora oraz zielono mokrą ścianę deszczu, zagęszczoną duszną wilgocią i cichym chłodem. I nawet kiedy przestaje padać, podłoże zwłaszcza w lesie jest nadal grząskie i bagniste, zapada się pod każdym krokiem, wprowadza niepewność; rodzaj niepokoju który kapie kroplami z liści drzew. Nie potrafię pomieścić siebie tylko w jednej części lata. Przechodzę pomiędzy jedną a drugą, tęskniąc za każdym razem kiedy tej drugiej nie ma i wynajdując powody dlaczego tutaj i teraz jest niewystarczająco. Czy to odmiana historii: po drugiej stronie boiska trawa jest bardziej zielona czy też rodzaj buntu wobec świata, który domaga się jednoznaczności i zdefiniowania. Muszę być jakaś: profesjonalna i chłodno intelektualna, romantyczna i naiwna, powściągliwa lub histeryczna inaczej można się pogubić. O ironio! Mam się zdecydować, bo jeśli jestem niejednoznaczna to robię się niebezpieczna, staję się częścią tego co nieprzewidywalne, być może mroczne i tajemnicze. A ludzie, ich życie mają przypominać błyszczącą okładkę folderu wakacji all inclusive, inaczej nie wiadomo co z nimi zrobić. Jednak w zakamarkach ludzkiej pamięci można odnaleźć pozostałości wiedzy o tym, że światło i cień to jedno. Na przykład na Kaszubach nadawano dzieciom przy chrzcie dwa imiona. Wynikało to z wiary, że dziecko może przyjść na świat z dwiema duszami, w przypadku ochrzczenia tylko jednej, druga pozostawałaby w siłach ciemności i po śmierci doprowadziła do przemiany zmarłego w groźnego demona. Z czasem to przekonanie nabyło łagodniejszej formy: jedno imię dla rodzinnych przodków, a drugie dla świętego patrona z nieba. Zamieciono pod dywan wizję piekła i wiecznego potępienia. Czy cień może być rzeczywiście tylko kojący, spokojny, przynoszący ulgę jak schronienie pod wielkim drzewem? Cień którego nie ma w południe.

Gdzie znaleźć miejsce na te wszystkie aspekty nas samych, których się wstydzimy i uznaliśmy za niezgodne z naszymi i cudzymi wyobrażeniami? Na nasze okrucieństwo, pożądania, lęki i egoizm? Ale także na emocje, szaloną nieszczęśliwą miłość, pasje których nigdy nie przekujemy w sukces, powracające, niemożliwe marzenia? Gdzie możemy być wreszcie sobą, z tym wszystkim co mamy i czego doświadczamy? Chyba już tylko w mitach i obrazach Edwarda Hoppera. I w tych wszystkich chwilach pomiędzy: w decydujących momentach kiedy pozwalamy sobie na wahanie i wybór: zostać sobą czy częścią siebie. Tu rozgrywa się odwieczna biblijna historia: zjeść jabłko i wiedzieć czy żyć w nieświadomości? Tylko czy zawsze ignorance is bliss? „Nieświadomość sprawia nieraz to samo co wyrachowanie.” (Honoriusz Balzac)

Tekst: Magda Skomro

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *