PYTANIA ODKRYWAJĄ SZCZEGÓŁY czyli BÓG Z MOGILAN

Niedziela wstała dżdżysta, szara i spokojna. Ponad dachami domów rozlegało się gruchanie synogarlicy, kojące jak czas, który jest tylko mój. Jak to się dzieje, że synogarlicę słyszę wyłącznie w niedzielę? Czyżby w inne dni tygodnia czekała gdzieś przyczajona, cicha a może smutna, że nie może mi dać sygnału do odpoczynku? Wiem tylko, że od lat wiernie za mną podąża, nieważne czy patrzę przez okno w Podgórzu czy w innej części miasta. Przypomina mi słowika, który śpiewa w bajce Cesarzowi – o pokoju, miłości i wszystkich drobnych rzeczach, które umykają mi kiedy zajęta jestem pracą. Pracą która zagarnia moje życie kawałek po kawałku.

Wczoraj byłam w teatrze na Stosunkach prawnych. To już kolejna sztuka z kiepskim scenariuszem i dobrymi aktorami. Gdybym upierała się przy śledzeniu fabuły, musiałabym wyjść z tej sztuki rozczarowana. Ale ja po prostu wybrałam obserwowanie gry aktorów i z przyjemnością patrzyłam, jak rozgrywają subtelne gesty i mimikę twarzy, jak budują dynamikę w parach. Teatr za każdym razem wszystko tworzy na nowo, od początku. Daje szansę lub ją zabiera w ułamku sekundy. 

Tak samo jak pytanie, które zadajemy drugiej osobie. Właściwe pytanie otwiera przejście do historii człowieka. Odkrywa nieznane szczegóły. Zauważyłam, że te szczegóły są dla mnie niezwykle istotne. Nie całość opowieści czy jej szczęśliwe podsumowanie. Interesuje mnie to co zazwyczaj umyka. Na przykład czym zajmowano się po pracy w czasach kiedy pracowano do 14.00. Albo ile trwała droga z pracy do domu kiedy wracano po nocnej zmianie. Jakie warunki były w hotelach robotniczych? Kto tam sprzątał? To i wszystko inne. Wczoraj słuchałam opowieści Józefa, mojego teścia o Nowej Hucie. Józef przepracował tam całe swoje życie, od momentu kiedy dostał dowód osobisty i przyjechał do działu kadr, z dwuletnią przerwą na służbę wojskową. Pokazał nam swoje odznaczenia i dyplomy, na których kolejno nazywany był towarzyszem, obywatelem a w końcu panem Jakubowskim. Ostatnie zaświadczenia pochodziły z 2003 roku ze szkoleń dla kadry menadżerskiej z umiejętności interpersonalnych i z Excela. A huta zmieniła nazwę z Lenina na Sendzimira. Józef wymieniał nazwy osiedli: Młodości, Willowe, Stalowe. Wszystkie miejsca gdzie mieszkał, trasy którymi jeździł. Pamięć przeszłości jest w nas zazwyczaj lepsza od pamięci obecnych zdarzeń. Nic już nie ma takiego znaczenia kiedy mija młodość i nadzieja a w zamian nadchodzi czekanie na kolejny dzień.

Niebo nad Nową Hutą było wczoraj piękne: zachód słońca opromieniał zimno szare niebo, wyostrzał kontury budynków, zieleń drzew.

Pomyślałam nagle, że będę pierwszą osobą, która u mnie w rodzinie będzie miała świecki pogrzeb. I czy są jakieś procedury, zwyczaje równie kojące jak te z katolickiego obrządku? Czy może będzie smętnie i szybko, bo skoro nastąpiło odłączenie to będzie połączone z rodzajem odrzucenia i potępienia? Tylko czy Bóg tak by chciał? Ten mój Bóg i Bóg z Mogilan, Grębałowa, Pleszowa, Bieńczyc, Krzeszowic? Bóg robotników sezonowych i dziewczyn, które czekały na swoich żołnierzy. Motorniczych z nocnych tramwajów i portierek z hoteli, które oglądały z wypiekami na twarzy kolejny odcinek Czterech pancernych i psa, kręcąc wieczorem wałki w nadziei na lepszy czas.

Kim jesteśmy aby ktoś miał prawo decydować co nam zabrać a co zostawić? Ostatecznie liczą się momenty i to co o nich myślimy. Liczy się pamięć.

Tekst: Magda Skomro

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *