KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF?

Pisanie leczy. Podobnie zresztą jak czytanie. Jednak aby proces leczenia się rozpoczął musimy pozwolić sobie na przebicie się przez te wszystkie mechanizmy obronne, które powstrzymują nas przed rozpoznaniem samych siebie. Uznaniem tego co w środku a przede wszystkim próbą poczucia i przeżycia historii, które zostawiły w nas ślady bez puenty. Zupełnie jak stawanie przed lustrem i badanie w ostrym świetle dnia swojej twarzy, aby odkryć z mieszanymi uczuciami, że żaden makijaż tak naprawdę nie zakamufluje skutecznie wieku, tak pisanie konfrontuje nas z rodzajem pustki i przerażenia dotyczącymi naszej egzystencji. Ten pierwszy moment jest kluczowy, bo albo zatrzymamy się na nim i wycofamy, albo zaciskając zęby bardzo niechętnie zaczniemy składać początkowo pozornie nielogiczne słowa i zdania. Zdania, które nigdy nie stanęłyby obok siebie w przemówieniu albo rozprawce, artykule prasowym czy w internetowym poście na blogu. Zdania które są niezdarne i bełkotliwe, bo chronią w swoim chaotycznym szyku to co chcieliśmy ukryć bardzo głęboko: nas samych. Części oderwane, usunięte, wyparte i zapomniane, wstydliwe zdławione – właściwie jakie one są i czym one są? Te drobne iskierki życia, momentów gdzie coś się wydarzyło w taki a nie inny sposób. Jak pamiętać coś co było gorzką zapłatą za miłość, akceptację, nadzieję?

Ciekawi mi, że od dziecka chciałam pisać kryminały, jednak nigdy ostatecznie żadnego nie stworzyłam, ani nawet nie zaczęłam. No może raz, kiedy wymyśliłam historię zagadkowej śmierci słynnego medium. Rzecz działa się w dwudziestoleciu i zahaczała o kręgi zblazowanej arystokracji, pełnej tajemnic i namiętności. Śledztwo prowadził komisarz i jego asystentka pracująca w zakładzie Medycyny Sądowej. I na pewno nie miało to nic wspólnego z fascynacją prozą Witkacego oraz faktem, że moja matka pracowała w tym zakładzie przez ponad 30 lat. To był zapewne zbieg okoliczności. A może ukryte pragnienie podświadomości, aby życie dookoła mnie stało się nieco bardziej interesujące czy fascynujące, zupełnie inne niż moja nudna i przewidywalna codzienność.

Pisanie tamtej historii uświadomiło mi jak trudno się zatrzymać przy bohaterze książki, jeśli jest projekcją jakiejś części naszej osobowości. Bo czy tego chcemy czy nie, zajmowanie się nim, przekierowuje naszą uwagę do wewnątrz na te wszystkie obecne w nas deficyty i marzenia. I jeśli my sami nie umiemy tego poskładać w całość to tym bardziej nie poskładamy fabuły książki. Ja w tamtym momencie przynajmniej tego nie potrafiłam zrobić.

Jednak teraz może mogłabym wrócić do tamtej opowieści i rozsnuć sieć intrygi jeszcze raz? O ile tylko uważałabym, że ta historia jest naprawdę ważna. A może jedynie chodziłoby o oderwanie się od słuchania cudzych historii i zajmowania się nimi bardzo starannie przez większość dni mojego życia? Więc gdyby przestać zajmować się innymi a zacząć zajmować sobą, to kto wie co by z tego wyszło? 

No właśnie, nikt nie wie.

Zupełnie nikt. Kiedy patrzysz w ciemny las, las pochłania Cię po kawałku.

tekst: Magda Skomro

Obraz: Akira Kusaka

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *