Upały roztopiły na moment poczucie zdrowego rozsądku. Środki masowego przekazu z braku innych atrakcji skupiły się na szczegółowym analizowaniu potwornej fali gorąca, która przynajmniej w opisie, znacząco przekroczyła wszystko co pamięta ludzkość. Może dlatego, że pamięć jest zawodna. A może bo każdy inny temat chwilowo skwierczy i wykręca połączenia neuronowe mózgu w kulki roztopionej miedzi (miedź doskonale przewodzi prąd, nieco tylko gorzej od srebra, ale moim zdaniem ma ładniejszy kolor). Podobno najgorętszym dniem w Europie był 11 sierpnia 2021 roku na Sycylii gdzie temperatura wyniosła 48,8 °C a wcześniejsze wzmianki dotyczą 1757 roku. Tylko wtedy mogło być relatywnie trudniej ze względu na etykietę ubioru i brak klimatyzacji. Siedząc w moim klimatyzowanym salonie czytam Życie Violette, opowieść o dozorczyni cmentarza w małym francuskim miasteczku. Violette uwielbia zapach róż, bajecznie kolorowe sukienki ukrywane pod ciemnymi płaszczami i perfumy Guerlaina. Te dawne, prawie zapomniane jak L’heure Bleue – zapach zatrzymanej chwili w porze, gdy dzień spotyka się z nocą, a świat pogrąża się w ciszy. Wszystko wtedy zabarwia się głębokim błękitem, który w zależności od człowieka i jego historii może być spokojem, smutkiem, ulgą, tęsknotą, zmęczeniem, kolorem krwi pod cienką skórą, kroplą czerni która rozmyła się w mrocznej, rozsnutej na wrzosowiskach mgle.
Uwiedziona przypadkowo łączącymi się wątkami własnych myśli płynę przez zapachy, które od zawsze rozbudzają wyobraźnię i fantazję: jestem na wydmach Diuny, pod skrzydłami dziwnie niepokojącej czekolady i waty cukrowej w Angel, w objęciach ogrodu nad brzegiem Nilu. Rozpalony czerwiec przypomina mi te wszystkie wakacyjne momenty kiedy byłam młodsza, nadal młoda a potem już tylko coraz starsza i coraz bardziej samotna w moim pragnieniu łączenia magii z życiem. Tak łatwo jest zaprosić magię poprzez zapach. Efekt Prousta. Jak pachnie rozpalona latem skóra? Pierwsza miłość? Nocne cykady? Niespieszne kroki na wyłożonej kamieniami ścieżce i przyciszone głosy, które niosą się szumiącym echem wśród wysokich traw?
Jak pachną fotografie na których jesteśmy szczęśliwi i beztroscy? Nie zastanawiamy się nad tym co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc a wszystkie wiadomości traktujemy tylko jako niepotrzebny przerywnik, który nie pozwala nam się w pełni zatopić w nasze sprawy i tajemnice, te słodsze i te bardziej gorzkie jednak tylko nasze. Nasze wspomnienia należą do nas, a kiedy z czasem robią się coraz lżejsze i bardziej niewyraźne, jedyne co zostaje to zapach.
Naftalina pachnie nostalgią a lawenda cieniem cmentarza.Przeskoczę zwinnie przez mur i spłoszę śpiące gołębie. A kiedy podniosą się do lotu poczuję zapach kadzidła i mirry na tle rozbujanej dzwonem północnym wieży kościoła – świątyni pamięci utraconej. Spotkam się tam w niebieskiej godzinie z Violette. Będziemy razem otwierały małe buteleczki perfum, wąchając i wspominając nasze życia aż do wschodu słońca.
Tekst: Magda Skomro

